W 1975 roku Henry Mintzberg w artykule The Manager’s Job:Folclore and Fact („Harvard Business Review”, July–August 1975) wyróżnił dziesięć podstawowych ról menedżera. Zgrupował je w trzy bloki: interpersonalny, informacyjny i decyzyjny.
Role interpersonalne
- reprezentant – przedstawiciel przedsiębiorstwa, reprezentujący je na zewnątrz organizacji,
- przywódca – lider wyznaczający cele,
- menedżer łącznik – osoba odpowiadająca za kontakty z otoczeniem wewnętrznym i zewnętrznym przedsiębiorstwa.
Role informacyjne
- monitor – uzyskanie i analiza danych, obserwacja otoczenia,
- rozdzielający informacje – rozdzielanie informacji innym osobom i częściom organizacji,
- rzecznik – przekazywanie oficjalnych informacji wewnątrz i na zewnątrz organizacji.
Role decyzyjne
- przedsiębiorca – inicjowanie, wprowadzanie zmian i podejmowanie ryzyka,
- kierujący zaburzeniami – ograniczanie konfliktów, rozwiązywanie problemów,
- rozdzielający zasoby – dystrybucja zasobów wewnątrz organizacji,
- negocjator – godzenie grup interesów, znajdowanie kompromisu.
Czy już menedżerowie każdego szczebla, którzy przeczytali powyższe definicje i role dla nich, potrafili w swoich działaniach, realizowanych co dnia zadaniach ZIDENTYFIKOWAĆ te role?
Czy trafnie określili ich rangę, nakładanie się zakresów działania
oraz wpływ na efekty firmy?
Na pewno każdy odpowiedział pozytywnie.
Osobiście taka kwalifikacją wymogła myślenie nad proporcjami czasowymi i rangą jakie poszczególne funkcje zajmowały mi czas poświęcony na kierowanie firmą czy zespołem.
Te moje przemyślenia zaprowadziły mnie na poszukiwanie osiągnięć i wspomnień autorytetów – praktyków. Jednym z pierwszych takich źródeł był długi wywiad Jana Ryszarda Kurylczyka udzielony Dziennikowi Bałtyckiemu około 2003r. Nie pamiętam dokładnie, a nie zapisałem daty.
Jan Ryszard Kurylczyk polityk, menedżer, były wojewoda słupski i pomorski, były wiceminister infrastruktury oraz pisarz – niesamowita osobowość.
Ukończył studia na Wydziale Budownictwa Politechniki Koszalińskiej, a także budownictwo elektrowni jądrowych na Politechnice Gdańskiej, wycenę nieruchomości na Akademii Rolniczo – Technicznej w Olsztynie oraz marketing i zarządzanie w „Gustav Käser Training International” w Zurychu.
Pracował w różnych przedsiębiorstwach związanych z energetyką (m.in. jako dyrektor i inspektor nadzoru w Elektrowni Żarnowiec oraz Elektrowni Zydowo, a także generalny projektant gdańskiego Energoprojektu)
Był również prezesem słupskiego oddziału Związku Literatów Polskich Tematyka jego książek, a napisał ich ponad 10, o tematyce historycznej oraz religijnej.
Pytanie dlaczego przypominam jego wykształcenie i drogę zawodową oraz pasję?
Odpowiedź prosta. Bo mi ogromnie imponował. Imponował głodem wiedzy, praktyką zawodową i realizacją swojej pasji pisarskiej. Ta pasja wymagała spędzania długich godzin w bibliotekach szukając źródeł historycznych. Jego wszystkie książki nawiązywały do realnego tamtego świata. Do tego był bardzo rodzinny. Byłem niesamowicie ciekawy jak gospodarował swoimi talentami i czasem.
Odpowiedział prosto – „przestrzegam kilku zasad działania”. Te zasady ująłem w pierwszy dekalog.
10. PRZYKAZAŃ JANA RYSZRDA KURYLCZYKA
- Mieć zawsze cel, który jest wart wysiłku.
- Podzielić drogę do celu na mierzalne odcinki. Tylko ten, kto przyzwyczai się osiągnąć cel dnia, osiągnie cel życia.
- Wyrobić własny pogląd na zastany stan spraw i znaleźć odważne pole zmian na lepsze.
- Mieć przekonanie, że umiejętność kreowania nowych idei i pomysłów to najcenniejsza umiejętność menedżera.
- Mieć pewność, że niemożliwe to najczęściej to, co nie zostało przedsięwzięte.
- Wiedzieć, że sukces w znacznym stopniu zależy od tego, jak będziemy umieli wykorzystać talent tkwiący w współpracownikach.
- Wiedzieć, że wszyscy ludzie, również nasi współpracownicy, mają prawo do posiadania dobrego zdania.
- Wymagać od siebie więcej niż tego oczekują inni.
- Pospieszyć się, bo rzeczywistość oferuje możliwości nie tylko nam, lecz wszystkim.
- Spieszyć się z rozmysłem, nie biec na oślep do odległego horyzontu, bo ten znajduje się dookoła.
Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego staram się stosować te zasady. Nie zawsze się wszystko udaje, ale jak się uda zastosować, to efekty są niesamowite. I jeszcze bardziej dopingujące do dalszego działania. Polecam wszystkim menedżerom.
Niedługo potem trafiłem na ciekawy artykuł – skopiowałem, ale znowu nie zapisałem źródła.
Ta metoda podpowiedziała mi sposób na
GOSPODAROWANIE CZASEM co jest PODSTAWĄ SUKCESU.
“Metoda, pomagająca efektywnie wykorzystać czas pracy nazywa się Metodą Ivy Lee, od imienia i nazwiska jej twórcy. Ive Lee żył na początku 20. , był wtedy jednym z największych teoretyków i praktyków w zakresie produktywności. Uznaje się go też za pioniera tego, co dziś nazywamy Public Relations.
Ivy Lee zastosował metodę, składającą się z 3 prostych zasad:
- Pracownicy, na koniec każdego dnia, mają stworzyć listę 6 zadań na następny dzień.
- Lista tych zadań miała być posegregowana według ich ważności, czyli każdemu z zadań trzeba nadać odpowiednią wagę.
- Dzień należy zacząć od realizacji najbardziej istotnych zadań, wykonując prace po kolei. Jeśli pracownicy nie skończyli zadania, któremu wcześniej przypisali wyższy priorytet, nie mogli przystąpić do realizacji następnych. Jeśli, któregoś z zadań nie udało się wykonać, przechodziło ono na następy dzień.
Dlaczego to działa?
Można powiedzieć, że pomysł jest wręcz banalny. Dlaczego więc okazał się tak skuteczny?
Powody są przynajmniej cztery:
- Wybierasz zadania dzień wcześniej – Kiedy rano siadasz do pracy, nie zastanawiasz się co masz zrobić. Lista zadań jest gotowa i od razu możesz zacząć działać.
- Ograniczasz liczbę zadań na dany dzień – Ivy Lee mówił o 6 zadaniach, ale tak naprawdę najważniejsze jest tutaj wprowadzenie wyraźnego limitu. Możesz równie dobrze ograniczyć się do 5, czy nawet 3 rzeczy. Jednak dzięki temu, że lista będzie krótka, unikniesz efektu przytłoczenia i przeładowania.
- Ustalasz priorytety – Za rzeczy najważniejsze zabierasz się najpierw. Nawet jeśli nie uda Ci się danego dnia zrobić wszystkiego, to przynajmniej zrobisz jeden lub dwa priorytety.
- Skupiasz się na jednej rzeczy – Nie przeskakujesz między zadaniami, nie robisz dwóch rzeczy jednocześnie. Wybierasz jeden konkretny problem i pracujesz nad nim aż go rozwiążesz.
Mimo, że ta metoda ma 100 lat, nadal dobrze sprawdzi się w kreatywnej pracy. Moim zdaniem będzie dobrze pasowała szczególnie do osób pracujących samodzielnie, we własnym tempie, ale na pewno każdy może się nią zainspirować”.
Także realizując swoją prace zawodową a później także prace domowe starałem się nadal staram się stosować do teraz. Są efekty. Opracowując teraz swoją stronę www także tą metodę stosuję.
Na koniec tej pierwszej części rozważań trochę humoru.
Nie dasz rady stosować metody Ivy Lee?

Nieprawda- dasz radę!